--- Afrykańskie safari. Jak to funkcjonuje ---
---
W takich safariach wsiadasz do otwartego pojazdu bez okien i dachu i jedziesz przez dziką przyrodę lasu lub terenów parku narodowego. Gdy po drodze spotkasz zwierzęta, guziknik gasi silnik, aby mogli zobaczyć je w ich naturalnym środowisku. Wygląda to dość niebezpiecznie, szczególnie gdy przyjeżdżasz blisko słona, który zaczyna ryć i rusza w twoim kierunku, albo gdy siedzisz obok lwa na odległości dwóch-trzech metrów, a w okolicy nie jest żadnego trenera. Uznaje się, że drapieżniki nie widzą w samochodzie potencjalną ofiarę, więc jeśli siedzisz cicho i nie wychylasz się z pojazdu, nic się nie stanie. Organizatorzy safariów oczywiście gwarantują pełną bezpieczeństwo, ale patrząc na to, jak podróżowaliśmy na krawędzi wodospadu Wiktoria lub lataliśmy helikopterem przez kanion, można zrozumieć, że pojęcie bezpieczeństwa w Afryce jest dość relatywne...
Po wodnym safariu pojechaliśmy dalej, w głąb Botswany. Jechaliśmy sześć godzin samochodem od granicy Zambii. Po drodze były małe przerwy, gdzie można było zatrzymać się i „zajść do krzewów”… albo, po afrykańsku, „do baobabów”.
Później wjechaliśmy do lasu i jeszcze dwa godziny jeżdżiliśmy po nim. Afrykański las wygląda dosyć opustosnionie: pojedynkie drzewa, nieco żółtej trawy i kilka krzaków.
Jasność lasu jest tym bardziej widoczna w okresie suchego sezonu, gdy wszystkie drzewa opadają liście. Ale październik został wybrany specjalnie dla podróży – bo wśród nagich gałęzi łatwiej zauważyć zwierzęta.
W lesie jest dużo termitieriów.
Same termity nie widzieliśmy – žивą bowiem w głębi swoich gniazd. Guziknik powiedział, że często można zauważyć na termitieriach lwy i inne drapieżniki: wspiadają się na twarde wyżyny tych struktur i od tamtych miejsc szukają swoich ofiar.
Typowe pejzaże Botswany.
W safariu wzięło udział osiem osób; jeździłyśmy w takim właśnie pojazdzie. Można było wyjść z niego tylko po tym, jak guziknik sprawdzi, czy teren jest bezpieczny, i da zezwolenie. Wiele rzeczy zależy od guziknika – włącznie z tą tak zwaną afrykańską bezpieczeńostą. Na przykład, jeśli przypadkowo poставisz samochód między słona i słonię, to słon na pewno przewróci pojazd i roztrąci go na kawałki...
Podczas safari jeździлиśmy co dzień dwa razy: pierwszy raz o świcie, drugi przed zachodem słońca. W tym czasie zwierzęta są aktywna – drapieżniki polują, roślinożerne zwierzęta jedzą i uciekają przed napastnikami itd. W ciągu dnia jest gorąco, więc zwierzęta spokojnie śpią w cieniu krótkich krzewów. My też próbowaliśmy spać pomiędzy wyjazdami, ale przy temperaturze +40 stopni spanie jest dosyć trudne...
W lesie są wytyczone drogi, po których jeżdżiliśmy w poszukiwaniach zwierząt.
Gdy odnajdywaliśmy jakiegoś zwierzęta afrykańskiej fauny, guziknik gasił silnik, a my mieli czas, by je obejrzeć i sfotografować. Ponieważ byliśmy w zwykłym lesie, a nie w parku narodowym, mogliśmy zjechać z drogi i przedzierać się przez krzewy, śledując za lwem lub leopardem po jego śladach. Czasami guziknik prowadził samochód przez dziką przyrodę, aby podejść do zwierząt jak najbliżej.
Najbardziej nieprzyjemnymi zwierzętami okazały się słoni: ich było bardzo wielu, a afrykański słon nie jest tak przyjazny i łagodny jak azjatycki. Są bardzo agresywne i zawsze reagują na samochód z wyraznym niepokojem.
Ponieważ słoni nie rozróżniają między drogą i lasem, często natalazzaliśmy się na ich ścieżkach. Musieliśmy zatrzymywać się i czekać, aż słon odejdzie. Słoni patrzyli na nas z nieznakomym przyjęciem, a kilka razy nawet próbowały atakować. Słon atakuje w następujący sposób: najpierw zaczyna gwałtownie machać uszami, fyrknąć, ryć i machać głową, dając tym wyraz swoim nieprzyjaznym intencjom. Nie można podejść do niego – w takiej sytuacji starania o uniknięcie styczności są bezskuteczne – ale też nie należy szybko ujeżdżać, bo słon puści się w pogoni. A biega on, jak już wspominałem, dosyć szybko. Musieliśmy więc odpowiedzieć na atak rykiem silnika, co skutecznie odstraszało zwierzęta.
A leopardy wcale nie są straszne; można się do nich podejść dosyć blisko. Czasami rzucają na nas zdziwionymi spojrzeniami, ale zwykle na tym to konczy się...
W Botswanie zamieszkowaliśmy w namiotach rozbitych na skraju lasu. Nie było wokół nich żadnej umowy, więc całą noc wokół nas ktoś chrypiał, ryczał, piszczał, tupał albo szurał. Ponadto guziknicy powiedzieli, że nocą nie należy opuszniać namioty – jeśli ktoś musi wyjść, musi zapieścić na gwizdek, aby wezwać pomoc. W programie podróży mieliśmy zaplanowane trzy obozowania, pomiędzy którymi mieliśmy latać samolotem. Szczerze mówiąc, z osiem osób sześć postanowiło opuścić pierwszy obóz bez czekania na pozostałe dwa...
Wyposażenie naszych namiotów składało się z dwóch łóżek z pościelą. Przez zamek błyskawicy w tylniej ścianie można było przejść do „przedpokoju”, gdzie znajdowałyся sanitarnye przybory.
Po prawej stronie był prysznik – ze zbiornika z wodą – a po lewej toaleta – z konteinera z żółtą ziemią. Przebyliśmy w tym obozie dwa noci, ale niemal nikt nie spał; wszyscy słuchali w nocy dobiegającego haosu. Arina cały czas trzymала w rękach nożyczki do manikuru, gotowa w razie potrzeby bronić się przed lepardami. Trzeba zaznaczyć, że spaliśmy w pełnej ciemności, aby nie przyciągać zwierząt. Rano obok namiotów znajdowали się ślady hyen, nosorożców i leopardów. Drugiego dnia podziękowaliśmy naszym guziknikom i powiedzieliśmy, że wystarczy nam już wrażeń, po czym zamówiliśmy samolot...
Z samolotu mogliśmy znowu podziwiać afrykański las.
Widoczne na zdjęciach wąskie przęska ziemi, podobne do pęknięć na suchym gruncie, to ślady zwierząt prowadzące do wyschłego źródła wody.
A to już miasto w Botswanie, z którego wylecieliśmy z powrotem do Południowej Afryki...
W ostatnich trzech dniach naszej podróży połączyliśmy się z odważnymi kolegami, którzy pozostali w Botswanie, i wybraliśmy się na jeszcze jedno safari w rezerwacie Krugera, znajdującym się na granicy z Mozambikiem. Tam przybyliśmy samolotem, a trzeba zaznaczyć, że cała podróż po Afryce przeważnie odbywa się lotem – lokalna aviaция jest w tym kraju bardzo rozwinięta. Samolot był mały, mieł tylko sześć miejsc.
Ale ponieważ nas było siedmiosiąt osób, ja miał możliwość podróżować w kabinie pilota...
W ostatnim obozowaniu warunki były zupełnie inne. Żyliśmy w małych domkach, i choć nie było żadnej umowy wokół obozu, obecność ścian i okien dawała poczucie bezpieczeństwa. Oto nasza sypialnia...
Wanita. Na zewnątrz znajdują się prysznik i osobisty basen...
Biuro z widokiem na las. I, co najważniejsze, w domku było klimatyzacja...
Podczas podróży korzystaliśmy z samochodu bez dachu, ale w ostatnim obozowaniu miał przy nas ryjnik z pistoletem oraz lokalny tropiciel, który siedział na kapotie i szukał śladów zwierząt...
Gdy znajdowali jakieś ślady, obaj wychodili z pojazdu i udawali się w las, pozostawiając nas samych na kilka minut...
Tak wy wyglądały ślady leoparda...
Zwierzęta są, oczywiście, wszędzie podobne, ale podczas tego safari obserwacja zwierząt odbywała się w bardziej komfortowych warunkach...
Czasami, tak jak i w Botswanie, musieliśmy przecinać krzyny; wtedy ryjnik biorł maczetę i przechodził przez zarośli, robiąc nam drogę...
Kiedy jednego dnia goniliśmy lewa, nagle uderiliśmy w kamień. Obok nas znajdował się jeszcze jeden samochód, który pomógł nam wyjść na drogę...
Pejzaży w Południowej Afryce były inne od tych, które widzieliśmy w Botswanie...Tutaj udało się zobaczyć wszystkie „big five” afrykańskiej fauny: słona, nosorożca, bujwola, lwa i leoparda...
W jednym momencie nam nawet dozwolili wyjść z samochodu, wbrew wszystkim normom bezpieczeństu, aby zobaczyć bujwoly z bliska...
A to była gonita za młodym lwem. Wdarł się na terytorium innych samców, więc ci postanowili go zabić. Młody lew był już dosyć podniszony i poszkodowany: biegł pierwszy, za nim inni trzej samce, a my jechali za nimi samochodem...
Jednego wieczora nam przygotowali „royal suite w krzewach” – jakby nagle wybuchł fragment cywilizacji i afrykańskiej gościnności… Na takim stole zawsze jest gin z tonikiem, który, według legendy, ma właściwości przeciwmalaryjne...
Stay Tuned!
Znajdź najlepszych specjalistów dla swojego projektu
Specjaliści od remontów, budowy i wykończeń gotowi Ci pomóc
Polecane artykuły
Więcej artykułów:
Zabytkowe pojazdy
Sumerki” znalże się w wszystkich kłąturkach nagród antypryzny „Złota malina”.
Ciekawe fakty o przyjaźni
Jack Reacher” z Tomem Cruisem wychodzi do kin 10 stycznia.
Uznani zostali nominowani na „Oskara”.
Joseph Gordon-Levitt zagra w sequeli „Miast grzechu”.
Blade” zostanie wznowiono bez udziału Wesley Snipesa.
Syn Tolkiena krytykuje ekranizacje Petera Jacksona