Tajemnicze megality Puma Punku - Podróże wirtualne - otdih.pro

Tajemnicze megality Puma Punku

Znany archeologiczny kompleks Tiwanaku w Boliwii obecnie składa się z dwóch oddzielnych obszarów. Znaczną część megalitycznych budowli znajduje się w jednym, głównym obszarze, natomiast w odległości około osiemset metrów znajduje się obiekt o nazwie Puma Punku.

height=768W ciągu długoletnich okresów na Pumie Punku nie prowadzono skoordynowanych badań archeologicznych. W tym czasie badacze mogli oglądać jedynie niewielką część obiektów, co nie umożliwiało uzyskania pełnego obrazu o ich pierwotnym wyglądzie. Dlatego hipoteza, sformułowana przez Arthura Poznanskiego – Boliwijczyka polskiego pochodzenia, który poświęcił większość swojego życia badaniu Tiahuanaku – i która utrzymywała się przez ponad sto lat (a dziś jest jasne, że była niewłaściwa), zgodnie z którą Puma Punku stanowiło jakieś portowe obiekty położone w dawnych czasach na brzegu jeziora Titikaka, pozostała w użyciu.

Dziś zajmijmy się tym tajemniczym obiektem bardziej dokładnie i sprawdźmy najbardziej nieprawdopodobne teorie na jego temat…

Foto 2.

height=960

Dziś jezioro Titikaka znajduje się w odległości około trzydziestu kilometrów od Pumy Punku. To doprowadziło do hipotezy, że jezioro znacznie zmniejszyło swoją głębokość i w przeszłości prawdopodobnie sięgało aż do Tiahuanaku. Jednak w drugiej połowie XX wieku podczas badań dna jeziora odkryto pozostałości dawnych obiektów, co wskazuje na to, że głębokość jeziora z upływem czasu powinna była wzrastać, a nie zmniejszać się. Powstało wyraźne sprzeczność, którą próbowano wyjaśnić hipotezą o okresowych zmianach poziomu wody w jeziorze Titikaka o dużych amplitudach.

Foto 3.

height=768

W trakcie wykopalówek, zainicjowanych pod koniec XX wieku i kontynuowanych do dziś, udało się w miarę dokładności odtworzyć oryginalny wygląd Pumy Punku – okazało się, że jest to zgrupowanie budynków znajdujących się na wzgórzu (prawdopodobnie sztucznie wybudowanym), otoczonych kamienną kladkoy i wznoszących się nad okolnicami w formie dużej litery „T” z wygiętą „nóżką”. Dlatego w żaden sposób nie mogło to być portem nad jeziorem – gdyby woda dotarła tu, otoczyłaby Pumę Punku ze wszystkich stron i kompleks stałby się po prostu izolowanym wyspkiem. Niestety, mimo wszystko twierdzenie, że Pumę Punku należy uznać za starożytny port nad jeziorem Titikaka, wciąż pojawia się w różnych książkach… Fotografia 4. height=1017 Kamienna obklada wzgórza składa się z dwóch wyraźnie widocznych warstw bloków prostokątnego kształtu, o stosunkowo niewielkich rozmiarach – zwykle kilkudziesięciu, maksymalnie stu kilogramów każdy. Bloki są dokładnie przygotowane do ułożenia, bez użycia żadnego spoiwa. Na pierwszy rzut oko obklada nie wydaje się zbyt ciekawa. Ale dokładniejszy jej ogląd – szczególnie na dolnej warstwie, gdzie jest najlepiej zachowana – odkrywa całą serię ciekawych, a nawet dziwnych detali. Po pierwsze, większość bloków jest wyprodukowana z wielkiej staranności w formie prostokątnych paralelepipedów o bardzo równych, czasami nawet wypolerowanych krawędziach. Jednak tu i tam w obkladzie znajdują się bloki, które albo na jednej, albo na drugiej stronie nie posiadają równych krawędzi – wygląda, jakby nie zostały dokładnie przygotowane do użycia.

W drugim miejscu, mimo że ogólnie wykończenie obłożenia jest dosyć dobrze, występują bloki, które albo delikatnie wyróżniają się nad powierzchnią muru, albo są nieco „wgięte” w niego. Takie nierówności nie wynikają z uszkodzeń spowodowanych upływem czasu (na przykład wskutek trzęsień ziemi), ale są wynikiem błędów podczas budowy. Wytwarza się wrażenie, że budowcom ważne było zachować tylko ogólną linię obwarowania, a „drobne detale” nie miały znaczenia.

Oczywiście, to całkowicie logiczne, jeśli przyjąć, że dolny poziom obłożenia stanowił coś w rodzaju fundamentu, zanurzonego poniżej poziomu ziemi. Taka hipoteza jest uzasadniona dobrą zachowaniem się tych bloków, które w ten sposób mogły zostać ochronione przed wpływem zewnętrznych czynników, a tym samym i przed erozją.

Ale co mogło stanowić fundament dla tego dolnego poziomu obłożenia?.. Nie jest jasne…

Foto 5.

\"

W trzecim miejscu górny poziom obłożenia (dolnego poziomu) składa się z monolitów, którym w jakiś sposób nadano kształt dwóch stopni; na dolne z tych stopni położone zostały dodatkowe bloki. Cel takiego celowego rozwiązania konstrukcyjnego również jest zupełnie niejasny. Ponadto wymaga to znacznych dodatkowych prac. Tę zagadkę pogłębia fakt, że na tym poziomie znajdują się okresowo umieszczone dodatkowe elementy, które wyraźnie służyły do wzmocnienia obłożenia i nie miały żadnego dwustopniowego kształtu.

W czwartym miejscu górny kraniec tych dwustopniowych monolitów zazwyczaj nie jest dokładnie wykończony. Wytwarza się wrażenie niezakończonej pracy, potwierdzone przez obecność bloków, na których nie zakończono nawet budowy stopni…

Foto 6.

\"

Takie bloki obłożenia wzgórza, które mają doskonałą formę i bardzo równe krawędzie, wzbudzają wrażenie, jakby zostały wyprodukowane na najnowszych maszynach do obróbki kamienia. A to, że wśród tych równych bloków znajdują się także nieukończone, pokazuje, że budowniczym nie sprawiało trudności uzyskanie takich dokładnych form. Równa forma i wypolerowane krawędzie były „automatycznym” wynikiem użytej technologii. Budownicy nie musieli wkładać dodatkowych zусиль, by je przygotować, dlatego nie żalili sobie ich umieszczać w murze obok tych bloków, które miały nierówne krawędzie.

Takie rzeczy są zupełnie niemożliwe przy ręcznej pracy z najprostszymi narzędziami, które posiadali rdzenni mieszkańcy tego regionu w czasie przybycia Hiszpanów. To możliwe wyłącznie w przypadku produkcji maszynowej. Dlatego bez wątpliwości mowa jest o wysoko rozwiniętej pod względem technologicznym cywilizacji, a nie o jakiejś „kulturze Tiahuanaco”, której historycy przypisują budowę Pumapunku.

Nawet rdzenni mieszkańcy tu także wpłynęli – prowadzili częściową rekonstrukcję starożytnej budowli. To szczególnie widoczne na wschodniej stronie wzgórza, gdzie obłożenie zbudowane jest z bloków nieregularnej formy, odłomków oraz prostego kamienia. W murze znalazł się nawet fragment pokrycia bramy, który rdzenni mieszkańcy umieścili tu w niewłaściwym miejscu.

Foto 7.

height=768

Jednak wygląd południowej strony wzgórza jest dosyć zgodny i wyraźny – archeolodzy oczywiście przygotowali ten obszar, aby turyści mogli podziwiać jego oryginalny kształt. Natomiast północną stronę, mimo że też wykopali, pozostawili w takim stanie, w jakim ją odkryli. Aby zachować jej pozycję, postawili pod nią specjalne „kolumny” z ziemi, które dziś utrzymują bloki na miejscu. Dzięki temu archeolodzy „zachowali” stan, w jakim znalezli ruiny dawnej budowli – a to stan totalnego chaosu spowodowanego doszczętnym zniszczeniem!

Jasno widać, że obłożenie wzgórza pozostało praktycznie nienaruszone. Zniszczone zostały tylko elementy znajdujące się powyżej; w tym także jakieś konstrukcje umieszczone na szczycie wzgórza. O tym można się przekonać, wspiąwszy się na sam szczyt.

Podobny chaos widoczny jest również w miejscu wykopalisk na szczycie wzgórza. Wielki kamienny blok po prostu leży w środku wykopaliska, w takim stanie, jakby przeleciał przez powietrze… Choć waży dziesiątki ton! Z ścian wykopaliska wychodzą części bloków, które również znajdują się w chaotycznym porządku.

Foto 8.

\"height=960\"

Czym mogło być spowodowane takie masowe zniszczenia?

Ludzina nie stworzyłaby takiego chaosu. Po jej działaniach pozostałyby raczej kompaktowe zwały ruin, które archeolodzy mogliby łatwo odtworzyć… A tu nawet nie próbują ich rekonstruować, ponieważ w takim stopniu zniszczenia niemal wszystkie ślady oryginalnych form zostały utracone (z wyjątkiem może tylko murów otaczających wzgórz).

Foto 9.

height=979

Nawet poważne trzęsienia ziemi nie przyniosłyby takich „skompaktowych” następstw. W tym obszarze wzgóry są dosyć niskie, więc nawet przy dużych ruchach ziemi bloki nie mogłyby zostać zrzucone na duże odległości.

Z naturalnych przyczyn pozostaje tylko wpływ jakiegoś potężnego potoku wody. Na przykład podczas Potopu Światowego, gdy ogromne tsunami uderzyło w Amerykę Południową z strony Tichego Oceanu – ślady tego zdarzenia znaleziono w Oliantaitambo oraz w okolicy płaskowyża Nasca (patrz wcześniejsze informacje).

Wcześniej wspominałem, że archeolodzy od dawna odkryli w tym regionie dowody na jakąś globalną katastrofę, podobną do wpływu potężnego tsunami. Odnalezione przez nich fragmenty kości ludzi i zwierząt często znajdowały się w chaotycznym porządku razem z obrabionymi kamieniami, narzędziami, piaskiem z jeziora i drobnym żwirzem. Badacze od dawna zauważyli, że cała scena wygląda tak, jakby wszystko to zostało porozrzucone, zniszczone i nasypane w jedną gromadę przez jakąś siłę, podobną do tsunami, która dotarła tu z Tichego Oceanu. Na te same wydarzenia wskazuje również obecność w jeziorze Titikaka zarówno gatunków słodkowodnych, jak i morskich. Ponadto wysokość terenu, wynosząca niemal cztery kilometry, nie stanowi tu przeszkody – tsunami mogło bowiem osiągać wielką wysokość i prorwać się tu przez górskie łańce, wykorzystując przełędy.

Foto 10.

height=768

Dlatego zniszczenia w Pumapunku również można przypisać Potopowi Światowemu. Jednak są dwa faktory, które przeszkadzają takiej interpretacji.

Po pierwsze, według lokalnych legend Tiahuanako – w którym Pumapunko znajduje się – było stolicą Wirakochi, bóstwa, które panowało tu zarówno przed, jak i po Potopie.

Z drugiej strony, patrząc na wszystkie dostępne tu geologiczne dowody, płaskowyż Altiplano sam w sobie powstał właśnie w wyniku zdarzeń związanych z Potopem Światowym (patrz wcześniejsze informacje). Tsunami, które dotarło tu z powierzchni morza, przyniosło ze sobą ogromne ilości materiałów uderzeniowych, ziemi i gliny. Wszystko to utknęło między dwoma pasmami gór i osunęło się dalej w dół, tworząc w rezultacie równą powierzchnię Altiplano. A Puma Punku znajduje się dokładnie na tej powierzchni. Co więcej, budowle z kamiennych bloków zostały wzniesione na wzgórzu, który składa się z tego samego materiału uderzeniowego, przyniesionego przez tsunami. Dlatego pochodzenie Puma Punku z okresu po Potopie jest bez wątpliwości. Inaczej jego ruiny znajdowałyby się nie na powierzchni, ale na znacznej głębokości – w odległości dziesięciu lub nawet setek metrów – pod całą tą grubą warstwą osadów, która utworzyła płaskowyż Altiplano.

Foto 11.

\"height=960\"

Nie ma tu miejsca też żadnej innej wersji – jakiegoś późniejszego – kataklizmu wodnego, ponieważ obraz zniszczeń w Puma Punku zawiera wiele detali, które nie pasują do scenariów powodowanych nurzającymi się wodami. Przede wszystkim: w ogólnym obrazie zniszczeń nie ma żadnych znaków „niesymetrii” w odniesieniu do kierunku ruchu wody. W Oliantaitambo takowa niesymetria jest doskonale widoczna i na jej podstawie można nawet odtworzyć tok wody. A tu nic takiego nie występuje – bloki w Puma Punku rozrzucono praktycznie równomiernie we wszystkie strony, chociaż woda nieuchronnie by je uniosła ze sobą podczas swego ruchu. Wszystko to bardziej przypomina skutki nie kataklizmu wodnego, a wybuchu!.. I to nie jednego wybuchu, ale całej serii wybuchów!..

Foto 12.

\"height=960\"

Tego można wnioskować na podstawie rozlokowania bloków na północnej stronie wzgórza – na początku warstwa ziemi przykryła elementy budowli; wybuch nie trafił w cel, ale uniosł w powietrze dużą ilość ziemi, która zasypała te elementy. Dopiero późniejszy wybuch zniszczył jakąś konstrukcję z kamiennych bloków, które spadły na warstwę ziemi wywołaną pierwszym wybuchem.

Charakter wybuchowych zniszczeń jest najbardziej widoczny na wschodniej stronie wzgórza, gdzie znajdowała się platforma z wielkich bloków ważących nawet do czterystu ton. Ta platforma została wyraźnie dotknięta punktowym uderzeniem; epicentrum tego wybuchu można łatwo zlokalizować po „przepadku” terenu nieco na południe od jej środka. Tu z wielotonowej płyty, która wcześniej stanowiła część platformy, pozostał tylko jeden kawałek, wystający z ziemi pod kątem około 45 stopni w stosunku do poziomu.

Foto 13.

\"height=720\"

Gdyby doszło do wpływu potoku wody, wszystko zostałoby zniszczone; jeśli by było trzęsienie ziemi, wszystkie bloki platformy przesunęłyby się. Tymczasem tylko jeden z bloków został wyrywany z całości konstrukcji, a pozostałe pozostały na swoich miejscach. Takie skutki mogły nastąpić tylko w wyniku wybuchu – i to wybuchu bardzo potężnego, biorąc pod uwagę wagę bloków platformy i pozostały kawałek.

Zdaje się, że ta platforma służyła jako fundament jakiejś budowli, a jej fragmenty rozrzucono wokół. Jeśli przyjąć, że archeolodzy na tym miejscu (podobnie jak w innych obszarach Puma-Punku) starali się minimalizować perturbacje w oryginalnym rozłożeniu kamieni, to wybuch nie tylko zniszczył tę budowлю, ale także rozrzucał jej elementy na dużych odległościach. Wokół zniszczonej części platformy nie znajdują się żadne bloki ani ich odłamki – wszystkie one znajdują się w okolicy epicentrum, co jest typowym dla skutków wybuchu.

Foto 14.

height=858

Jednak jeśli spojrzeć na zniszczenia w całości, to wybuch (lub nawet kilka wybuchów) doszczętnie zniszczył budowle znajdujące się na wzgórzu i praktycznie nie uszkodził murów otaczających jego perimetr. Wszystko to bardzo przypomina skutki celowego ataku rakietowego!

Nawet w tym momencie u nas już doszło do pewnego wniosku: w Ameryce Południowej mamy do czynienia z śladami globalnego konfliktu zbrojnego pomiędzy przedstawicielami starożytniej, wysoko rozwiniętej cywilizacji, o którym mówią starożytne legendy i opowieści naszych przodków – konfliktu zwanego „Wojną Bogów“. Dzisiejszy stan Pumy Punku ostatecznie utwierdził nas w przekonaniu, że „bogowie”, którzy zbudowali te obiekty na kontynencie amerykańskim, w tym konflikcie nie tylko brali udział, ale także okazali się stroną przegranych, ponieważ nigdzie – ani w Saksayhuamanie („Zniszczonym Świątyni”), ani w Kenko, a tym bardziej w Pumie Punku i na głównym kompleksie Tiawanko – nie znaleźliśmy żadnych śladów prób starożytnej cywilizacji, aby odbudować zniszczenia spowodowane „Wojną Bogów“.

Foto 15.

height=800

Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z dziełem wyjątkowo wysoko rozwiniętej technologicznie cywilizacji. Przykłady obróbki kamienia, które tu znajdujemy, przekraczają wszelkie możliwe granice technologii i narzędzi, które były w dyspozycji rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej, a także granice możliwości ręcznej obróbki kamienia.

Tymczasem w ciągu kilku godzin naszego pobytu w Pumie Punku nie zjawił się nijeden turysta, mimo że w tym czasie przybyło dwanaście–trzy autobusy z La Pasy. Organizowane wycieczki nie są tu organizowane, więc Puma Punka zazwyczaj stoi pusta. Wszyscy turysty skierowują się wyłącznie do główniej części kompleksu Tiwanaku. A to szkoda! W Pumie Punku znajdują się bowiem chyba najbardziej imponujące przykłady wysokozaawansowanej obróbki granitu. Puma Punka wprawdzie zachwyca jakością obróbki powierzchni, krawędzi oraz zewnętrznych i wewnętrznych narożników. Nawet z punktu widzenia możliwości współczesnej przemysłu trudno sobie wyobrazić, jak zostały zrealizowane niektóre bloki. Wycięcia w najróżniejszych formach, nisze, ozdobne wykrojenia oraz inne niezwykle złożone elementy wykonane są z wyjątkową dokładnością. Mistrzom w ogóle nie przeszkadzało to, że pracują z tak twardym materiałem jak andezyt – tu rzeczywiście dominuje doskonała technika obróbki kamienia. Fotografia 16. height=331

Fotografia 17. height=768

Formy są na tyle imponujące, że czasem można mieć wrażenie, iż elementy zostały wytopione z betonu. Ale jeśli tak byłoby, nie wystąpiłby żaden problem… Możę jednak rozczarować wielu zwolenników popularnej dziś betonowej wersji tych obiektów – tu rzeczywiście mowa o ręcznej obróbce kamienia. Na fotografiach zrobionych przy użyciu makroobiektywu widać wyraźne ślady mechanicznej obróbki: twarde inkluzje zostały wytnute razem z resztą materiału za pomocą pil czy frezy. Gdyby chodziło o wycieczkę betonu do specjalnych form, twarde inkluzje nie miałyby takich nacięć i po prostu spływałyby do środka rozpuszczenia, zachowując swoją całość.

Tak więc to wcale nie beton, ale andezyt – lokalna odmiana granitu, transportowana z kopalni znajdujących się w odległości około półsetki kilometrów od tuż tutaj. Mowa nie jest o wycięciach ręcznie, ale o mechanicznej obróbce naturalnych materiałów. A jeśli uwzględnić, że andezyt to bardzo twarde skały, to jakość tej obróbki jest fantastyczna i często przewyższają możliwości współczesnych technologii.

Foto 18.

\"height=960\"

Oczywiście, tu znajdują się również inne ślady takiej mechanicznej obróbki. Na przykład obok platformy z wielkich bloków granitu stoją bloki z równymi pionowymi wycięciami, bardzo podobnymi do tych na skałach w Oliantaitambo (patrz wcześniejsze zdjęcia). Tylko że tu wycięcia są pojedyncze, a nie podwójne, jak w Oliantaitambo. Ponadto te wycięcia są uzupełnione licznymi regularnymi okrągłymi otworami – lub raczej wycięciami – o średnicy zaledwie kilku milimetrów, sięgającymi na głębokość około centymetra w głąb bloku.

Foto 20.

\"height=960\"

Nie udało nam się znaleźć jakichś sensownych wyjaśnień na temat celu takich wycięć i otworów. Istnieje teoria, że elementy pochodzące z Ameryki Południowej w dawnych czasach były zdobione złotem, a te otwory mogły służyć do przytwierdzania dekoracyjnych elementów, ale nie zawsze ich rozstaw i forma odpowiadają takiej funkcji. Dlatego postanowiliśmy jedynie przyjąć, że można je uważać za „otwory do przytwierdzania siatki chroniącej przed dużymi komarami”…

Kilometr od miejsca wykopalisków, na szczycie wzgórza, znajduje się kolejny blok z podobnymi wycięciami i otworami. Wykonany wyraźnie za pomocą tych samych narzędzi, on wzbudza jeszcze większe zdumienie. Dwa paralelnie umieszczone wycięcia zaczynają się właściwie „z niczego” – nie od krawędzi, ale w dowolnym miejscu na bloku. Otwory znajdują się na różnych bokach bloku, tworząc zupełnie bezsensowną, krzywoliniową sekwencję. Ponadto w środku tego bloku znajduje się wykładzka pod przyłączenie jakiegoś silnego elementu, zdolnego wytrzymać znaczną napór.

Foto 21.

\"height=952\"

Jeśli cel takich „dzielnych” działań producentów tych bloków pozostaje całkowitą tajemnicą, to w użyciu właśnie mechanicznych narzędzi nie mamy żadnych wątpliwości – wycięcia i wygróbki są zbyt równie wymierzony, a ich krawędzie także. Nic podobnego nie da się wykonać za pomocą „udarowych” metod z użyciem prostych metalików i brązu, które były dostępne u starożytnych mieszkańców tego regionu. Ponadto to, że wycięcia na drugim bloku zaczynają się „z niczego”, wskazuje na użycie narzędzi typu tarczowych, a nie prostych pil.

Dlatego mamy tu wyraźne dowody na istnienie starożytniej cywilizacji o wysoko rozwiniętej technice. Jeśli patrzyć na legendy i tradycje, to jest to wyjątkowo starożytna cywilizacja – „Wojna Bogów” mogła się odbywać w okresie VII–V tysiące lat p.n.e. Wspaniały stan zachowania boków i krawędzi wielu kamiennych bloków Puma-Punku, mimo ich dużego wieku, wynika z faktu, że przez cały ten czas nie były narażone na erozję, ponieważ znajdowały się pod ziemią – archeolodzy odkryli je dopiero niedawno.

Foto 22.

height=960

Choć archeolodzy tak i nie zdołali dokładnie odtworzyć struktury znajdującej się na wzgórzu, ciekawość jest niezmierna. Chodzi nam tak naprawdę o to, co mogło się tu znajdować, aby zostać tak intensywnie podniszczone w czasie „Wojny Bogów”.

Najbardziej zwracają uwagę potężne bloki znajdujące się na wschodniej stronie wzgórza. Swoimi rozmiarami wyróżniają się na tle otoczenia. Ponadto właśnie w okolicy tego obszaru znajdują się bloki najbardziej nietypowej formy, wymagające wyjątkowo zaawansowanych technologii przy ich produkcji.

Foto 23.

height=960

Praktycznie nie ma wątpliwości, że te potężne bloki służyły jako fundament jakiejś konstrukcji. Fundament, który miał zapewnić solidność i trwałość całego obiektu w tak sejsmicznie niebezpiecznym regionie. Aby to osiągnąć, bloki platformy zostały dodatkowo połączone między sobą specjalnymi metalowymi elementami – nie tych typowych w formie „T”, charakterystycznych dla Ameryki Południowej, ale raczej przypominających grube klamry.

Nawet na innych blokach, które wcześniej stanowiły nie fundament, a konstrukcje znajdujące się na górze, znajdują się takie wywiercia. Ich forma jest bardzo różna – są nawet takie, które przypominają otwory pod współczesne armatury.

Arkitektoni odkryli kilka elementów konstrukcji. Zgodnie z dostępnymi informacjami analiza składu chemicznego metalu dała nieoczekiwany wynik: do miedzi dodano po dwa procenty ołowiu i niklu. Teoretycznie w tym nie powinno być nic dziwnego, ponieważ od dawna wytwarzano brąz z dodatkiem ołowiu (które znacząco obniża temperaturę topienia rudy), a nikel jest dość powszechnym elementem w naturze. Problem polega na tym, że w Bolivii do dziś nie znaleziono żadnych złóż, które zawierałyby wszystkie trzy te elementy – w odpowiednich proporcjach. Natomiast badania izotopów innych substancji wykazały, że starożytne lokalne przedmioty z tego stopu (który wcześniej uznawano za typowy dla tej regionu) zostały wyprodukowane… poprzez ponowną topienie takich elementów!

Foto 24.

height=290

Sądząc z różnorakich form, elementy te nie zostały wyprodukowane wcześniej – roztopiony metal wlewano bezpośrednio na miejscu montażu. Ich forma i grubość zależne były od obciążenia, jakie musiały wytrzymać. Dlatego najszersze wycięcia znajdują się dokładnie na płytach, które wcześniej stanowiły fundament budowli.

Foto 25.

height=960

Czym zatem było wyposażone tak potężne obiekty w Pumapunku?

Historycy i archeolodzy, gdy spotykają się z megalitycznymi budowlami, od razu przyjmują, że są to świątynie lub inne obiekty o kulturowym znaczeniu. Innej interpretacji nie mogą przypuścić…

Nawet gdy mówimy o najnowszych technologiach w przetwarzaniu twardych skał oraz potężnych wybuchach spowodowanych atakami rakietowymi, wersja tego świątyni wydaje się co najmniej niezbyt odpowiednią. Dla wysoko rozwiniętej cywilizacji należałoby raczej szukać innych sposobów przedstawienia „rzeczywistych bóstw”…

Wskutek poważnych zniszczeń, które rozsypały bloki konstrukcji po dużym obszarze, przywrócenie oryginalnego wyglądu budowli, która kiedyś stała na platformie, wydaje się niemalże niemożliwe. Ale można przynajmniej sformułować kilka przypuszczeń na temat jej funkcji…

Długo zwraca uwagę badaczy bardzo nietypowa forma niektórych bloków znajdujących się w bezpośredniej bliskości platformy. Szczególnie tych, które przypominają literę „N”. Nie tylko że posiadają wnętrza z dołu i z góry, ale w ich środku znajdują się dodatkowe wykrojenia, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak wyłącznie dekoracyjne elementy.

Foto 26.

\"height=858\"

Chyba nie chodzi tu nawet o to, że wykonywanie takich dekoracyjnych elementów wymagało znacznych trudności. Starożytni rzemieślnicy mogli tworzyć coś znacznie bardziej skomplikowanego, bez żadnych większych problemów z obróbką takich twardych skał – na to są wystarczające przykazy.

Otóż, w przypadku większości megalitycznych budowli w Ameryce Południowej charakterystyczna jest tak zwaną poligonalną budowę, w której prawie każdy blok ma inne wymiary i formę. Budowanie z takich „różnorakich” bloków było nie tylko standardowym procedurem dla starożytnych budowniczych, ale i rozsądnym rozwiązaniem, ponieważ takie układanie zapewniało wysoką odporność budowli na trzęsienia ziemi. Natomiast w Pumapunku spotykamy się z zupełnie innym podejściem – bloki w formie litery „N” są nie tylko identyczne pod względem formy, ale i rozmiarów (jak całościowo, tak i w detaliach).

Podobnie jak te bloki przypominają elementy dziecięcego konstruktora (lub zabawki „Lego” w obecnym zrozumieniu), badacze od dawna przypuszczają, że mogły być używane do budowy jakichś złożonych konstrukcji. Ale jakich dokładnie?

Tu pojawia się dodatkowy problem: z wszystkich względów oczywiste jest, że w te wnętrza coś musiało być wstawiane, ale w Pumapunku nie znajdują się żadne elementy, które mogłyby odpowiadać temu celowi. W ogóle nie ma nic, co choćby odrobinę przypominałoby takie elementy.

Foto 27.

\"height=960\"

Dodatkowo, w przypadku wersji z elementem odpowiadającym zrobionym z tego samego materiału (który jest także najczęściej wymagany) funkcja „dekoracyjnych” wycięć w nich jest w całości niejasna. Zdaje się, że mogłyby służyć do złączenia z elementem odpowiadającym, który w takim przypadku musiałby mieć odpowiednio uformowane wyrostki, ale wtedy proces montażu wymagałby dokładnego złożenia obu elementów frontem do siebie. Natomiast przy uważnym oglądaniu wycięć okazuje się, że ich boczne ścianki wcale nie są perpendykularnie do powierzchni bloku, ale delikatnie rozszerzają się w głąb. Takie rozszerzenie szerokości wycięcia ma sens wtedy, gdy element odpowiadający ma odpowiedni kształt z nieco „skosowanymi” bokowymi powierzchniami, ponieważ wtedy uzyskuje się dodatkowe złączenie bloków. Ale problem w tym, że przy takim złączeniu bloki nie mogą przesuwać się w przednim kierunku (co jest konieczne dla prawidłowego złączenia za pomocą „dekoracyjnych” wycięć i wyrostków elementu odpowiadającego), a element odpowiadający musi być wstawiany nie z frontowej, a z bocznej strony… W rezultacie jeden funkcjonalny element stoi w sprzeczności z drugim. Albo rozszerzenie szerokości wycięcia nie jest konieczne, albo „dekoracyjne” wycięcia są zbędne… Ale oba elementy faktycznie istnieją! Co robić?..

W istocie odpowiedź na to pytanie jest dość prosta, jeśli odmówimy przyjąć założenie, że element odpowiadający był zbudowany z kamienia i stanowił całość monolityczną. Ten element faktycznie miał taką formę, by pasować do rozszerzającej się wnętrz tej niszy, i był wstawiany z jednego krańca. Na odwrotnej stronie tego elementu znajdował się mechanizm zamykań na sprężynie, który pasował pod względem formy do „dekoracyjnego” wycięcia i funkcjonował na zasadzie standardowych zamków stosowanych na torbach i aktówkach – przy nacisku na zamek on zapadał wewnątrz, co umożliwiało wstawienie elementu z jednego krańca do niszy bloku w kształcie litery „N”. Gdy zamek dotykał „dekoracyjnego” wycięcia, sprężyna się rozprostawała i zamek zapewniał stabilną fixację elementu, zapobiegając jego samowolnemu przesuwaniu. Jeśli zamek był nieco zaokrąglony na krawędziach, element można było nie tylko włożyć do niszy, ale także wyjąć z niej, jeśli naciskano na niego odpowiednio silnie…

Foto 28.

\"height=960\"

Podobny konstrukcyjny princip jest stosowany dzisiaj, na przykład w wojskowej technice, gdy skomplikowana aparatura jest montowana na specjalnej ramie lub korpusie z oddzielnych bloków, które w razie potrzeby można szybko odłączyć i znowu przyłączyć w standardowe miejsca montażu…

Wtedy wszystko pasuje do siebie. Bloki w kształcie litery „N” (prawdopodobnie były ustawione „na boku”, a nie tak, jak je teraz umieścili archeolodzy) pełniły rolę ramy lub korpusu dla aparatury standardowych rozmiarów. Nisza służyła do umieszczenia w niej tej aparatury, a rozszerzająca się część niszy zapobiegała jej wypadnięciu z „ramy”. A te „dekoracyjne” wycięcia wcale nie były dekoracyjne – miały funkcję elementu zamka na sprężynie, który ostatecznie zabezpieczał stabilność aparatury na miejscu.

Dlatego właśnie w Pumie Puncu nie znajdujemy żadnych pozostałości po tym sprzęcie, który bez wątpliwości miał wielką wartość – został dawno wywieziony z tego miejsca, a „montażowa konstrukcja” w postaci kamiennych bloków w kształcie litery „N” została porzucona jako niepotrzebna, ponieważ nie miała żadnej wartości. Najprawdopodobniej to zrobiły „bogowie”-zwycięzcy… Trofeje to trofeje. Poza tym nie byłoby sensu pozostawiać skomplikowany sprzęt – choć uszkodzony – na pastwę „mówiących małp”…

Przy okazji można także wyjaśnić, dlaczego takie bloki znajdują się wyłącznie w okolicy platformy – nigdzie indziej w Pumie Puncu ich nie ma. Podobnie jak my, większość sprzętu została zgromadzona w jednym miejscu.

Foto 29.

\"height=960\"

Zatem możemy założyć, że w Pumie Puncu znajdowała się jakaś konstrukcja wyposażona w skomplikowany sprzęt. Co dokładnie był to za sprzęt – możemy tylko zgadywać. Tak samo nie wiemy, czym była ta konstrukcja: stacją kosmiczną, punktem nadzoru, obserwatorium naukowym czy czymś innym. W każdym razie ta budowla miała jakieś strategiczne znaczenie w „Wojnie Bogów”, ponieważ została celowo zniszczona podczas walk…

Niezawadnie znajdzie się ktoś, kto powie: „Czemu w ogóle wymyślać jakąś ‚Wojnę Bogów‘ z rakietowymi atakami? Przyleciał prosty meteoryt – zniszczył Pumę Puncu i na tym koniec…“

Jednak to wcale nie jest jedyny przykład obiektu w Ameryce Południowej, na którym widnieją ślady celowych wybuchów. Wcześniej już wspomniano o takich obiektach: o chulpach w Sillustani, o „Zniszczonym Temple” w Saksayamanie, o Kenco-1 i Kenco-2. A kolejnym przykładem nie trzeba nawet chodzić daleko – wystarczy przebyć te same osiemset metrów, które oddzielają Pumę Puncu od głównego kompleksu Tiahuanaco.

Foto 30.

height=960

Foto 31.

height=924

Foto 32.

height=839

Foto 33.

height=960

Foto 34.

height=896

Foto 35.

height=1392

Foto 36.

height=960

Foto 37.

height=853

Foto 38.

height=853

Foto 39.

height=853

Foto 40.

height=960

Foto 41.

height=1362

Foto 42.

height=960

Foto 43.

height=768

Foto 44.

height=768

Foto 45.

height=768

Znajdź najlepszych specjalistów dla swojego projektu

Specjaliści od remontów, budowy i wykończeń gotowi Ci pomóc

Polecane artykuły